Wypożyczenie samochodów Turcja
Turcja za kierownicą nie zaczyna się na lotnisku. Zaczyna się dwadzieścia kilometrów za Antalyą, kiedy D400 wchodzi w pierwszy zakręt nad morzem i rozumiesz, że następne trzysta kilometrów przesiedzisz na prawym pasie, patrząc na lewo. Albo zaczyna się w Kayseri, gdzie po godzinie jazdy z lotniska parkujesz w Göreme i widzisz balony wstające ze skał. Albo — i to jest trudniejsza sprawa — zaczyna się w Stambule, gdzie auto odbierasz tylko po to, żeby z niego wyjechać. To jest kraj, w którym decyzja “brać czy nie brać” zależy od tego, w które z trzech Turcji akurat lecisz.

Trzy Turcje, jedna kierownica
Wybrzeże Egejskie to zachodnia Turcja, w której mieszka większość europejskich ruin — Efez, Priene, Milet, Didyma, wszystkie w promieniu godziny od Izmiru. Jest tu chłodniej niż na Likii, ruch spokojniejszy, a krajobraz bliższy Grecji niż Bliskiego Wschodu. Z drugiej strony — Bodrum, półwysep ciasno usiany małymi zatokami, do których trzeba zjechać bocznymi drogami, bo główna D330 ich nie widzi.
Wybrzeże Lykijskie to Turcja pocztówkowa: droga D400 biegnie od Antalyi na zachód przez Phaselis, Kemer, Olympos, Fethiye i Dalaman, cały czas nad morzem, cały czas w cieniu sosen pachnących żywicą. Jest to — bez przesady — jedna z najlepszych tras nadmorskich w basenie Morza Śródziemnego. Dwieście czterdzieści kilometrów od Antalyi do Fethiye przejedziesz w cztery godziny, ale nikt przy zdrowych zmysłach tego nie robi: zatrzymujesz się dziesięć razy.
Kapadocja i Stambuł są osobnym rozdziałem. Stambuł to wyjątek, w którym musimy być uczciwi: w samym mieście auto ci nie jest potrzebne i nawet przeszkadza. Sens pojawia się dopiero, kiedy wyjeżdżasz za miasto — do Edirne, Polonezköy albo Şile. Kayseri z kolei jest najkrótszą możliwą drogą do Kapadocji: sześćdziesiąt kilometrów z lotniska ASR i jesteś w Göreme. Tu auto nie jest pytaniem, tylko jedynym sposobem, żeby obejrzeć coś więcej niż lądowisko balonów.
Praktyka
Kilka rzeczy, o których warto wiedzieć, zanim odbierzesz klucze w Antalyi, Dalamanie albo Kayseri.
HGS, czyli elektroniczna winieta. Turcja nie ma naklejki. Ma za to system HGS — Hızlı Geçiş Sistemi, czyli elektroniczną opłatę autostradową, która działa automatycznie pod mostem. Dobra wiadomość: w 95% wypożyczalni HGS jest już wliczony w cenę wynajmu, a ewentualne przejazdy rozlicza wypożyczalnia przy zwrocie. Zawsze jednak potwierdź to przy odbiorze — jeśli auto nie ma HGS, a wjedziesz na O-1 pod Stambułem albo na obwodnicę Izmiru, mandat trafi do agencji, a ta doliczy sobie fee administracyjne. Pytanie na start: “HGS dahil mi?” — “czy HGS jest wliczony?”
Paliwo i jedzenie są tanie, autostrady drogie. Benzyna 44–46 TRY/l, diesel 43–45 TRY/l — to w przeliczeniu poniżej 6 zł. Obiad w przydrożnym lokanta 80–150 TRY (dwa dania, ayran, herbata). Autostrady za to drogie jak w Europie — od Stambułu do Edirne (230 km) zapłacisz HGS-em około 70 TRY, a na odcinku Ankara–Kayseri jeszcze więcej. Dobra wiadomość: alternatywą jest darmowa droga krajowa, którą jeździ pół kraju.
Lira fluktuuje. Kurs TRY do złotego zmienia się dosłownie co tydzień, a od wielu lat — w jedną stronę. W praktyce oznacza to dwie rzeczy: po pierwsze, płać kartą, bo wtedy bank przeliczy po aktualnym kursie, a nie po wczorajszym; po drugie, rezerwuj auto z wyprzedzeniem, w euro lub złotych, bo ceny w lirach podskakują razem z inflacją.
Styl jazdy. Tureccy kierowcy są asertywni, ale nie agresywni. Wyprzedzają chętnie, używają klaksonu jako komunikatu (“jestem za tobą”, a nie “wściekam się”), na rondach nie zawsze dają pierwszeństwo temu, kto jest już na rondzie. Nic z tego nie jest groźne, jeśli jedziesz spokojnie i zakładasz, że wokół ciebie też mają plan. D400 na Likii jest wygodna i dobrze oznakowana; autostrady pod Stambułem — zero dramy, byle nie wjeżdżać do centrum.
Sześć miast, sześć rytmów
Antalya to najłatwiejsze wejście w Turcję: lotnisko AYT leży dwanaście kilometrów od starego miasta Kaleiçi, a z niego w pół godziny jesteś przy ruinach Phaselis ukrytych w lesie sosnowym. Dalaman jest mniejszą i tańszą alternatywą — stąd jest najbliżej do Fethiye, Oludeniz i doliny motyli (Kelebekler Vadisi).
Bodrum to baza dla półwyspu, który ma własny rytm: Gümüşlük z rybami przy wodzie, Yalıkavak z marinami, Turgutreis z zachodami słońca. İzmir — największa baza zachodu, z Efezem (1,5 godziny), Pamukkale (3 godziny) i wioską Şirince w tle.
Stambuł — jeśli jedziesz tam na trzy dni i chcesz obejrzeć Hagia Sophia i bazar przyprawowy, nie bierz auta. Jeśli masz tydzień i chcesz pojechać do Edirne albo Polonezköy — bierz, ale odbieraj przed wyjazdem z miasta, nie od razu z lotniska. Kayseri to najkrótsza droga do Kapadocji — lotnisko ASR, godzina na D300 i parkujesz w Göreme.
Osiem łuków — osiem różnych kluczy
Każdy kraj w Trasie Marzeń ma swój rytm i swoje wymagania wobec kierowcy. Zacznij wyjazd od wyboru auta — to pierwszy i najważniejszy próg.
Sezon
Wybrzeża (Egejskie i Lykijskie) żyją od maja do października. Czerwiec i wrzesień są najlepsze: woda ciepła, turystów o połowę mniej niż w sierpniu, upał rozsądny. W sierpniu na D400 bywa 38 °C i asfalt zaczyna błyszczeć. Listopad już zbyt chłodny na kąpiel, ale jeszcze w porządku na zwiedzanie.
Kapadocja jest inna — wyżej, suszej, z większą rozpiętością temperatur. Najlepiej kwiecień–maj (kwitną migdały) i wrzesień–październik (balony przy czystym niebie). Zima potrafi przynieść śnieg na skały tufowe, co wygląda niesamowicie, ale drogi wokół Göreme bywają wtedy zamknięte.
Stambuł działa przez cały rok, ale auto na wypad za miasto ma sens od kwietnia do czerwca oraz od września do listopada. Latem Edirne jest żmudnie gorące, zimą szybko się ściemnia i mgła nad Morzem Marmara potrafi opóźnić powrót.